Rooney, Drogba, Ronaldo, Messi - wszyscy znajdą się na chwilę w cieniu Davida Beckhama. Bardzo krótką chwilę (w środowy wieczór), bo w ujęciu sportowym występ byłej gwiazdy Manchesteru United (obecnie AC Milan) na stadionie Old Trafford nie będzie wielkim wydarzeniem.

- powiększ
- galeria (2)
- David Beckham, fot. Arkadiusz Lawryniec (Polskapresse)
W tej parze 1/8 finału Ligi Mistrzów wszystko rozstrzygnęło się już dwa tygodnie temu w Mediolanie, gdzie Czerwone Diabły wygrały 3:2 i tylko katastrofa mógłaby pozbawić ich awansu. Choć akurat Beckham uważa inaczej. - Wciąż możemy wyeliminować United. Strzelenie dwóch goli na Old Trafford będzie piekielnie trudnym zadaniem, ale jest możliwe - zapowiada Anglik, którego występ może być jednak tylko epizodem. Wypożyczony z Los Angeles Galaxy pomocnik ogląda ostatnio mecze Milanu najczęściej z perspektywy ławki rezerwowych. W sobotnim, przeciwko Romie (0:0), wszedł na boisko na ostatnie 20 minut. '
Ale nawet gdyby zagrał tylko minutę, to i tak w ucjęciu obyczajowym jego pojawienie się na Old Trafford będzie wielkim wydarzeniem, porównywalnym z niedawną konfrontacją Wayne’a Bridge’a i Johna Terry’ego. Na temat konfliktu Beckhama z menedżerem MU Aleksem Fergusonem napisano już nie tylko setki artykułów, ale nawet książkę ("David Beckham. Barwy Zdrady"), której okładkę zdobi fotografia piłkarza z zaklejonym łukiem brwiowym.
Jeśli ktoś jakimś cudem nie pamięta, o co chodzi, to przypominamy, że Beckham zawdzięczał ten uraz właśnie swojemu przybranemu ojcu (tak mówił przez lata o Fergusonie), który wyładował swoją złość po meczu, kopiąc leżący na podłodze w szatni but. A ten (podobno przypadkiem), trafił piłkarza tuż nad lewym okiem. Jeśli wierzyć legendzie, tylko interwencja kolegów powstrzymała poszkodowanego przed samosądem.
Kilka dni później Beckham rozegrał swój ostatni pucharowy mecz w barwach United . Rozpoczął go na ławce rezerwowych i choć Ferguson zarzekał się, że zdecydowały o tym wyłącznie względy sportowe, mało kto mu wierzył. Zwłaszcza po tym, jak wprowadzony na ostatnie pół godziny "Becks" odwrócił losy meczu. Strzelił dwa gole, a Czerwone Diabły wygrały 4:3 (gdy wchodził na boisko przegrywały 2:3).
Później był wymuszony (wersja piłkarza) transfer do Realu Madryt i przez kolejne sześć i pół roku kibice Czerwonych Diabłów mogli się tylko zastanawiać, co by było, gdyby Beckham pozostał w Manchesterze. O tym, że piłkarz nadal cieszy się ich wielką sympatią, najlepiej świadczy owacja, jaką zgotowali mu dwa tygodnie temu na San Siro w Mediolanie. - Było wspaniale znów móc usłyszeć ich śpiewy - wspomina Beckham w rozmowie z dziennikiem "Daily Mirror". - To był bardzo emocjonujący wieczór, ale powrót na
Old Trafford będzie jeszcze ważniejszy - dodaje. - Z pewnością będzie trochę zdenerwowany, ale jestem pewien, że fani przywitają go po królewsku - mówi były kolega Beckhama z MU Lee Sharpe. - Mam tylko nadzieję, że David nie "odwdzięczy" się im, strzelając bramkę, która wyeliminuje Manchester. Wszyscy wiemy, jak niebezpieczne są jego dośrodkowania i rzuty wolne.
Szansę Milanu mogą zwiększyć kłopoty United z napastnikami. A raczej mogły, bo choć do końca sezonu nie zagra Michael Owen, to najprawdopodobniej zdoła wyleczyć się Wayne Rooney. Najlepszego dziś zdaniem wielu ekspertów piłkarza świata zabrakło w ostatnim meczu ligowym z Wolverhampton (1;0), ale (jeśli wierzyć "The Sun") w środę będzie zdolny do gry.
W kadrze Milanu na mecz z United znalazł się z kolei narzekający na problemy ze zdrowiem Alexandre Pato. "La Gazzetta dello Sport" poinformowała, że po meczu z Romą trener Leonardo jest skłonny postawić w ataku na Huntelaara i Borriello. "Corriere della Sera" pisze z kolei, że: "Milan musi być cyniczny, by awansować. Brazylijski szkoleniowiec wierzy z kolei w Ronaldinho". - Po latach ciemności i trudności odrodził się i znowu jest liderem - uważa Leonardo.
Lata ciemności panowały również w Madrycie. Choć trudno w to uwierzyć, ale Real po raz ostatni przebrnął przez 1/8 finału Ligi Mistrzów w 2004 roku. Nic więc dziwnego, że jego kibice nie kryją obaw przed rewanżem z Olympique Lyon pomimo fantastycznej postawy Królewskich w lidze (od soboty są liderami Primera Division). W pierwszym meczu Francuzi wygrali 1:0 i jak zapowiadają, w środę chcą sięgnąć po kolejne zwycięstwo. - Odpadnięcie z Lyonem byłoby katastrofą - przyznaje Guti.
W składzie Realu zabraknie kontuzjowanego Karima Benzemy, byłej gwiazdy Olympique.
Na przystawkę dostaniemy wtorkowe mecze Arsenalu z FC Porto i Fiorentiny z Bayernem Monachium. Dwa tygodnie temu Kanonierzy przegrali w Portugalii 1:2, a przy obu bramkach zawinił Łukasz Fabiański, który wrócił po tamtym meczu na ławkę rezerwowych. We wtorek ma niewielkie szanse na grę. Żadnych nie ma kontuzjowany Cesc Fabregas, co potwierdził menedżer Arsene Wenger.
Niewiele szans fachowcy dają również Fiorentinie. Włosi przegrali co prawda pierwszy mecz z Bayernem tylko 1:2, ale spisują się ostatnio fatalnie. W lidze wygrali zaledwie jeden z dziewięciu ostatnich meczów.
Bawarczycy natomiast mimo wyjazdowego remisu 1:1 z FC Koeln prowadzą w Bundeslidze. Nie przegrali od 18 spotkań.
David Beckham: "Można strzelić dwa gole na Old Trafford, choć to piekielnie trudne zadanie"








